Marta & Paweł – już po ślubie

AUTOR : Marta Andrearczyk
www.marta-naturalna.blogspot.com

 

Marta & Paweł – już po ślubie

Pierwszym krokiem po zaręczynach było wspólne omówienie tego, jaki widzimy dzień naszego ślubu.

Początkowo nie chcieliśmy organizować wesela. Planowaliśmy małe przyjęcie dla najbliższej rodziny. Jednak coś nie dawało nam spokoju. To była myśl, że taka okazja już się nie powtórzy. Od momentu, kiedy zdecydowaliśmy się na organizację wesela, do dnia ślubu minęło około półtora roku. Organizacją ślubu zajęliśmy się od początku sami. Pomogła nam w tym moja zadaniowa natura. Nie jestem w stanie zliczyć, ile w tym czasie przygotowałam list rzeczy do zrobienia. Większość ślubnych wyborów przyszła nam łatwo. Pierwsza restauracja, którą obejrzeliśmy, była strzałem w dziesiątkę. Równie łatwo przyszedł nam wybór fotografa. Podobnie było z pozostałymi usługodawcami. Od początku wiedziałam również, że sukienka będzie mojego projektu, a uszyją ją dziewczyny z Place for Dress. W związku z tymi szybkimi wyborami przez prawie rok nie robiliśmy nic, bo było za wcześnie.

Nasz ślub odbył się 9 czerwca 2017 roku.

Tego dnia pogoda była idealna, ciepło i słonecznie. Wiosna tego roku nie rozpieszczała pogodą, w związku z tym miałam spore obawy i przygotowałam parasolkę, ale na szczęście początek czerwca był naprawdę ładny. W związku z zimną wiosną, w czerwcu załapaliśmy się też na majowy odcień zieleni na drzewach.

W okresie przygotowań nie raz zdarzały się sytuacje stresujące, które potrafiły nawet doprowadzić mnie do łez, ale w dniu ślubu cały stres zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Byłam przekonana, że w dniu ślubu będę płakać kilka razy i denerwować wszystkim. Sama siebie nie poznając, byłam nad wyraz spokojna i zrelaksowana. Mąż przez cały czas przygotowań studził moje emocje, w dniu ślubu też udało mu się zachować spokój. Od gości usłyszałam, że wyglądamy, jakbyśmy unosili się 5 centymetrów nad ziemią. 🙂

W dniu ślubu przygotowywaliśmy się w tym samym domu, ale mimo tego, udało nam się zorganizować first look.

W tym ważnym dniu wstałam wcześnie, wszyscy jeszcze spali, zjadłam pożywne śniadanie, przygotowałam wszystkie ślubne akcesoria, później przyszła pora na fryzjera i makijaż. Przyjazd fotografa uświadomił mi, że to już za chwilę, już za moment, ale nadal byłam spokojna. Pani fotograf robiła zdjęcia detali, a ja siedziałam na fotelu i jadłam chleb z masłem i cukrem (kanapka o smaku dzieciństwa, zawsze takie robiła mi babcia :)). Przyjechał świadek Pana Młodego, chwilę po nim jego rodzice. W dniu ślubu znaleźliśmy dwie chwile naprawdę tylko dla siebie. Pierwsza to czytanie listów, które do siebie wcześniej napisaliśmy oraz first look. To były niezapomniane wrażenia. Pan Młody ubrany, pora na mnie. Kiedy byłam gotowa, wyszłam do ogrodu, w którym czekał na mnie Pan Młody. Widok szczęścia w jego oczach, kiedy zobaczył mnie w sukni ślubnej – bezcenny. Później wszystko potoczyło się własnym rytmem. Krótka sesja zdjęciowa w ogrodzie, błogosławieństwo z podziękowaniem dla rodziców i wyjazd do kościoła. Całe przygotowania przebiegały w atmosferze podekscytowania i szczęścia. Uśmiech nie schodził mi z twarzy!

Ślubne auto

Planowaliśmy, że do ślubu pojedziemy Volkswagenem Golfem MK2 z roku 1991 (nasz rocznik :)), który należy do naszego świadka, ale niestety nie udało się dokończyć renowacji i wybór padł na zielonego Mercedesa W123 240D, czyli kolejne auto z charakterem i duszą, którego właścicielem jest znajomy.

Ślub przebiegał spokojnie, chociaż tak bardzo obawiałam się swojego wzruszenia.

Sądziłam, że się rozkleję i ciężko będzie mi wypowiedzieć przysięgę. O dziwo udało mi się zachować spokój i uśmiechać się szeroko oraz pewnym głosem powiedzieć przysięgę. Co prawda był moment, że czułam drżące nogi, a przy przysiędze serce biło mi jak szalone. Moja siostra czytała dla nas Pierwszy List Św. Pawła do Koryntian, a o oprawę muzyczną zadbał zespół sakralny. Na koniec ceremonii zespół zagrał „Ave Maria” jak z „U Pana Boga za piecem” i wtedy najbardziej broda drżała mi ze wzruszenia. Kiedy wychodziliśmy z kościoła, goście zaskoczyli nas gromkimi brawami.

 

Zabawa była świetna, zaczęliśmy tradycyjnie od powitania chlebem i solą, przeniesienia przez próg i toastu.

Po obiedzie wykonaliśmy nasz pierwszy małżeński taniec. Po naszym tańcu od razu zaczęły się tańce i zabawie nie było końca.

Nasz pierwszy taniec zatańczyliśmy do piosenki Zbigniewa Wodeckiego „Rzuć to wszystko co złe”.

Zakochaliśmy się w niej od pierwszego usłyszenia. Zarówno muzyka, jak i tekst skradły nasze serca. Piosenka stała się dla nas tak ważna, że jej słowa wygrawerowaliśmy na obrączkach.

W związku z tym, że na kurs tańca zabrakło nam czasu, zatańczyliśmy po prostu to, co najlepiej nam wychodzi, czyli tradycyjnego, polskiego szarpańca.

W trakcie przygotowań wydawało mi się, że pierwszy taniec będzie naprawdę strasznie stresujący. W dniu ślubu nasze emocje tak nas zaskakiwały, że nie stresowaliśmy się tańcem aż tak bardzo. Po prostu chwyciliśmy się za ręce, poszliśmy na parkiet i zatańczyliśmy. Te kilka minut minęło nie wiadomo kiedy. Nasi wspaniali goście docenili nasze wygibasy i pojawiły się nawet cztery 10 niczym w Tańcu z Gwiazdami. 🙂

Nasze menu składało się z obiadu, dwóch dań ciepłych podawanych w nocy oraz przystawek. Oprócz tego był też słodki bufet i tort.

Dla każdego z gości przygotowaliśmy kartę menu, dzięki temu goście wiedzieli czego się spodziewać. Zdecydowaliśmy się klasyczny słodki stół. Postanowiliśmy też, że słodkości na słodki bufet przygotujemy osobiście w domu. Wynika to z tego, że jesteśmy strasznym łasuchami, jeśli chodzi o słodycze i bardzo ciężko nam dogodzić w kwestii smaku. Pod tym względem mamy królewskie podniebienia 🙂 Poza tym mamy swoje ulubione ciasta, bez których nie wyobrażaliśmy sobie tego dnia.

Jakość wypieków na słodkim stole była dla nas kluczowa. To samo dotyczyło tortu i jego wybór zajął nam dużo czasu.

Tradycyjne torty były dla nas za słodkie, ciężkie i nie pasowały do naszej stylistyki. Braliśmy pod uwagę kilka firm, zamawialiśmy u nich wypieki, podpytywaliśmy znajomych, degustowaliśmy na targach ślubnych, umawialiśmy się na indywidualne degustacje, robiliśmy porównania i przeglądaliśmy strony internetowe. Trochę to trwało, ale uważam, że wybraliśmy właściwie. Zdecydowaliśmy się na tort z kremem owocowym. Nasz tort miał aż trzy smaki, czyli malinowy, jagodowy i truskawkowy. Dekoracją było tylko pokrycie śmietaną oraz świeże, sezonowe owoce i drewniany topper.

Żadne wesele nie może odbyć się bez wpadek. Nasze nie było wyjątkiem.

O mały włos, a spóźniłabym się do fryzjera. Byłam tak spokojna, że nawet nie zwróciłam uwagi na godzinę. Dobrze, że druhna czuwała.

Kiedy mąż pojechał odebrać kwiaty, panie florystyki były jeszcze w trakcie pracy, mimo że kwiaty o tej porze miały być już gotowe.

Auto, którym jechaliśmy do ślubu, miało obniżone zawieszenie i mieliśmy problem z wyjazdem z podwórka. Na szczęście się udało i nic nie urwaliśmy. 🙂

Mąż zapomniał o tym, żeby przenieść mnie przez próg, ale szepnęłam mu o tym na ucho i tradycji stało się zadość.

Goście zapewniają nas, że bawili się świetnie.

Jako dodatkową atrakcję wybraliśmy obecność barmana na weselu. Kolorowe drinki i bezalkoholowe koktajle cieszyły się ogromnym powodzeniem. Oprócz tego w ogrodzie przygotowana była strefa relaksu z leżakami, a w trakcie jednego z bloków muzycznych odbywały się dedykacje, które przez całe wesele goście mogli zapisywać na specjalnych kartkach i przekazywać DJ-owi. Niespodzianką dla naszych rodziców było rozpalenie zimnych ogni i przejście pod szpalerem utworzonym przez gości.

Postanowiliśmy zorganizować alternatywne oczepiny.

Nigdy nie byliśmy amatorami zabaw weselnych, dlatego sporo czasu zajęła nam decyzja, jakie wybrać. Przekopaliśmy cały Internet wzdłuż i wszerz, ponieważ wcale nie jest łatwo znaleźć zabawy, które nie są kiczowate lub nie mają erotycznych podtekstów. Nie mieliśmy ochoty stawiać bliskich w niezręcznych sytuacjach.

Zdecydowaliśmy się na oczepiny w wersji wstążek do bukietu i zamknięcie muszki w koszyku. Na czym polegały te zabawy?

Bukiet ze wstążkami – Każda dziewczyna, która uczestniczy w zabawie, dostaje do ręki wstążkę, której drugi koniec przywiązany jest do bukietu Panny Młodej. Panna Młoda stoi w środku koła z zamkniętymi oczami i w trakcie zabawy kolejno odcina wstążki. Bukiet ląduje w rękach dziewczyny, której wstążka nie została przecięta do samego końca. To bardzo sprawiedliwa zabawa, nie ma przepychanek, przed taki bukietem się nie ucieknie.

Mucha w skrzyni – Panowie ustawiają się w kole wokoło Pana Młodego, którego muszka zamknięta jest w koszyku z kłódką (może być to pudełko, skrzynia, klatka, cokolwiek, w co można schować muszkę i zamknąć). W momencie zatrzymania muzyki kawaler znajdujący się naprzeciw Pana Młodego podchodzi, losuje klucz z pojemnika i próbuje otworzyć kłódkę. Właściwy kluczyk znajduje w pojemniku razem z innymi fałszywymi kluczami. Jeśli klucz nie pasuje, kawaler kończy zabawę, a pozostali bawią się do skutku.

Poza oczepinami na naszym weselu odbyły się trzy zabawy. Test zgodności, odbijany taniec z parą młodą i konkurs polskie seriale.

Wszystkie się sprawdziły, a konkurs polskie seriale przyniósł wszystkim niezapomniane emocje. Do zabawy wybieramy uczestników i kapitanów do dwóch drużyn, które próbują odgadnąć, z jakiego serialu pochodzi melodia lub piosenka. Naszym rodzinom bardzo spodobała się ta forma weselnej rozrywki. Śmiechu było co niemiara, ten ogrom emocji wszyscy zapamiętamy na długo.

Wesele trwało do białego rana.

Zabawa zakończyła się o 4, ale goście, którzy nocowali w pokojach hotelowych, przedłużyli sobie zabawę na werandzie mniej więcej do 5.

 

Na naszym weselu miało być naturalnie i sielsko, lekko rustykalnie. Nie zdecydowaliśmy się na kolor przewodni, postawiliśmy na naturalny motyw przewodni.

Z wiankiem na głowie, kwiatami w słoikach, koronkami, drewnem, nastrojowym oświetleniem i blaskiem świec, ze zwiewną sukienką i poprawinami w ogrodzie. Wszystko to wpasowało się w modny ostatnio styl rustykalny, więc bez trudu znajdowaliśmy potrzebne do dekoracji elementy. Po wejściu do restauracji zaparło mi dech w piersiach. Dekoracje były śliczne, takie, o jakich marzyliśmy. Szczególnie dekoracja naszego stołu, na którym leżał piękny koronkowy obrus, skradła moje serce. Wszystkie elementy, które wykonaliśmy sami, pasowały jak ulał i tym bardziej się cieszyliśmy.

Podczas zabawy goście wpisywali się do księgi gości, którą na naszym weselu były klocki od gry Jenga.

Goście kolorowymi długopisami wpisywali swoje życzenia i rady. Uważam to za ciekawe rozwiązanie, ponieważ możemy naszą księgę gości wykorzystywać w codziennym życiu podczas zabawy. 🙂 Cudowna pamiątka!

W dniu ślubu przed wyjazdem do kościoła mieliśmy mini sesję w przydomowym ogrodzie. A plener poślubny mieliśmy na Kaszubach.

Z fotografem wybraliśmy się na Kaszuby, zatrzymaliśmy się w lesie oraz pod urokliwym, starym wiatrakiem w Ręboszewie.

W podróż poślubną wybraliśmy się na Bałkany.

Spędziliśmy wspaniałe siedem dni między morzem a górami, z winem w tle. A to wszystko w rytmie polako, polako, czyli powoli, powoli. Bałkany nas zachwyciły. Jesteśmy przekonani, że jeszcze tam wrócimy. Przecież zostało jeszcze tak wiele miejsc wartych odwiedzenia. Bawiliśmy się bardzo dobrze i przywieźliśmy masę cudownych wspomnień.

Przyszłe Panny Młode, czerpcie jak najwięcej z czasu przygotowań i samego ślubu.

Oprócz tego warto działać według harmonogramu i budżetu, planujcie, notujcie, twórzcie listy. Dzięki temu będziecie dużo spokojniejsze. Pielęgnujcie czas narzeczeństwa, chodźcie na randki, spacery, trzymajcie się za ręce. To wspaniały czas i wykorzystajcie go najlepiej, jak się tylko da. Nie stresujcie się! Wiem, że łatwo powiedzieć, ale nawet jeśli będą jakieś wpadki, to pewnie tylko Wy je zauważycie i będzie co wspominać w przyszłości. Czerpcie z tego dnia pełnymi garściami. Cieszcie się nim i ludźmi, którzy są tam dla Was. Uśmiechajcie się! W dniu ślubu zorganizujcie first look sam na sam, to naprawdę niesamowite emocje.

Wszyscy nasi usługodawcy spisali się świetnie, ale na szczególne wyróżnienie zasługują:

Restauracja Moja Weranda w Gołębiewie Średnim

Za wspaniały kontakt z menadżerką, która odpowiadała na wszystkie nurtujące nas pytania i spełniła wszystkie nasze oczekiwania. Za cudowne jedzenie i dekoracje oraz doskonałą i sprawną obsługę w trakcie i po weselu. Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy!

Marta Anhalt Fotografia

Za piękne kadry, za uchwycenie naszych emocji, za dbałość o detale i wrażliwość na światło. Za uśmiech i umiejętność rozluźnienia atmosfery, za dobre rady. Za piękny album i jakość całego materiału. Taki fotograf to skarb!

Duszka Niesamowite Torty

Za smak i wygląd tortu, za ogromne umiejętności. Za dobry kontakt i otwartość na różne propozycje. Brawo!

DJ Marcel

Za urozmaiconą muzykę, dzięki której wszyscy goście mogli dobrze się bawić. Moja druhna poleca DJ za fajną współpracę w trakcie organizacji zabaw weselnych i niezwykle kulturalne zachęcanie gości do zabawy.

Życzymy wszystkim tak samo cudownego dnia. Pamiętajcie, że pozytywna energia zaraża i jeśli Wy będziecie się w pełni cieszyć tym dniem, jeśli w jego organizację włożycie swoje serce, to goście docenią całokształt. Zorganizujcie sobie ten dzień tak, jak tylko Wy chcecie! Powodzenia!

Strony www wyróżnionych usługodawców

Restauracja Moja Weranda w Gołębiewie Średnim

www. moja-weranda.pl

Marta Anhalt Fotografia

www.martaanhalt.pl

Duszka Niesamowite Torty

www.duszka.com

DJ Marcel

www.djmarcel.com.pl

 

AUTOR: Marta Andrearczyk

www.marta-naturalna.blogspot.com

Facebook0
Google+18
https://rozsadnewesele.pl/marta-pawel-juz-slubie/
Twitter11
Pinterest19
LinkedIn13

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *